rękodzieło,soutache,soutage,jewelry,bead,beading,hand made,drop,goutte,bijoux,artisanat,blop.
Jeśli poczujesz nieodpartą ochotę na ręcznie wykonane cudeńko zapraszam na priv.
Miałam schować turkusy, ale jeszcze mnie korciło kiedy wzrok padł na orientalne komponenty. Oprawiłam więc turkus w koraliki i powstał taki oto wisior.
Ponad dwa lata temu zrobiłam dla siebie bardzo praktyczny komplecik ze srebra i korala. Ot normalnie nawlekłam srebrne rurki dystansowe na przemian z koralem na silikonową gumkę,praktyczny bo naszyjnik jest krótki,może być wkładany przez głowę i uniwersalny bo pasuje do wielu rzeczy. No i wpadł w oko mojej rybce ;)) ale ,że korale są moim remedium więc dla rybki musiałam także zrobić coś w tym guście. Tu zastosowałam wire wraping robiąc samodzielnie sprężynko-rurki dystansowe ze srebrnego drutu 999.
Myślałam,że z kulką peyote będzie nieco zachodu zerkając w tutoriale Weraph, ale jak zaczęłam robić pierwszą kulkę do bransoletki Anuket po trzech rzędach tutorialu przestałam się sugerować instrukcją i kulka sama "poleciała".Bo kiedy się oplata wokół koralika kolejne kroki w peyotowaniu układają się same. Dlatego postanowiłam poeksperymentować.Do pomarańczek użyłam 15tek i hex-ów no i oczywiście utrudniłam sobie pracę, ale chciałam uzyskać efekt mocniejszych akcentów. Ten akcent widać w spiralnie układających się sześciokątnych koralikach.
Kolejna w turkusach spiralka, która doczekała zapięcia i kuleczki charmsa. Po wykonaniu tej kuleczki do bransoletki zaczęłam eksperymentować z kulkami peyote.
Kryształowy kaboszon został oprawiony w wakacje zeszłego roku i na tym stanęło, miałam kilka pomysłów sutaszowych, ale jakoś serca do tego nie miałam.Po niespełna roku wróciłam do niego z pełnym pasji zaangażowaniem mając na myśli haft koralikowy.Założyłam sobie nietypową formę, projektowałam i zmieniałam aż każdy koralik znalazł swoje miejsce. Kiedy zrobiłam naszyjnik pierwsze skojarzenie było z leśnym skrzatem,elfem trollem dlatego nazwę też musiał dostać stosowną ;)
Pogoda się zepsuła, szaro, buro i ponuro więc praca przy cytrusowych kolorach działa kojąco :) Tylko przy fotografii w taką pogodę trzeba się więcej nagimnastykować. Po bransoletce kolejno powstają kolczyki jak grzybki po deszczu. Pierwsze z nich
Pracę nad tym kompletemśmiało można by porównać do bajki o kopciuszku ;) A było to tak :Wcale nie okrutna macocha poprosiła mnie o kompleciki dałami do tej pracy koraliki , nakreśliła ogólnie jaki ma być efekt końcowy i termin ukończenia. Na pierwszy rzut oka prosta praca , jednak wiekowe koraliki miały swoje wady były nierówne z małymi nieregularnymi otworami.Zwykle używana igła do koralików była jak się okazało zbyt masywna ale na podorędziu mam skręcaną igłę beadsmith flexibletyle, że jest ona miękka jak włos więc można sobie wyobrazić jak mozolna była praca.Żeby przyspieszyć robótkę sznur na którym zawisł Argus powstał na szydełku co jednak nie zmienia faktu , że nawlekanie odbywało się właśnie przy pomocy włosowatej igły.
Jako, że ciężko mi się rozstać z koralikami postanowiłam małe co nieco zabrać ze sobą w góry, tak w razie czego. No i coś tam wtedy na wyjeździe zakiełkowało i nawet klimatycznie spasowało. To bransoletka szydełkowo-koralikowa moro :)
Kiedyś zakupione maciupeńkie rivoli Swarovskiego doczekały oprawy. Pomysł na kolorystykę od tamtego czasu uległ zmianie, ale idea umieszczenia ich w bransoletce została. Kiedy oplatałam te odrobinki to plułam sobie w brodę za kupno 8mm Rivoli, bo oprawianie ich to iście jubilerska precyzja.Każdy segment bransoletki dawał mi lekcje pokory, ale uparłam się że ją zrobię do końca.
Podczas nadawania kształtu w pracy nad "pawim okiem" moja mała rybeńka mi pomagała. Swoimi drobnymi rączkami nadała kształt zamkniętego kielicha, ale wtedy byłam już zdecydowana na obecny kształt, obiecałam Jej jednak następną pracę w wybranym przez Nią kształcie i niemal od razu "zobaczyłam" kolorystykę do następnej pracy. W trakcie koralikowania nasunęło się skojarzenie z tekstem osła ze Shreka :)) i tak powstał niebieski kwiat i kolce.